ZARZĄDZANIE, INTELIGENTNE TECHNOLOGIE
CEE jest zapleczem logistycznym Europy. Dlaczego nie może stać się też zapleczem innowacji?
Europa Środkowo-Wschodnia od lat odgrywa kluczową rolę w europejskim transporcie, spedycji i logistyce. Region ma silną pozycję operacyjną, duży udział sektora TSL w gospodarce i realną specjalizację w obsłudze procesów, które napędzają łańcuchy dostaw w całej Unii Europejskiej. A jednak ta operacyjna siła wciąż zbyt rzadko przekłada się na własną wartość technologiczną.
Data publikacji: 20.04.2026
Data aktualizacji: 20.04.2026
Podziel się:

To jeden z najważniejszych wniosków płynących z raportu „MobilityTech w CEE a inwestycje w innowacje”, który pokazuje wyraźny rozdźwięk między znaczeniem regionu w logistyce i transporcie a jego pozycją w obszarze technologii, kapitału i skalowalnych produktów. CEE częściej pozostaje wykonawcą operacji niż właścicielem platform, standardów i rozwiązań, które te operacje monetyzują.
To napięcie dobrze widać nie tylko w danych, ale także w praktyce pracy z projektami technologicznymi dla branży. Pierwsza edycja MobiScale – inicjatywy Bednarz Ventures wspierającej rozwój rozwiązań dla transportu, logistyki i mobility pokazała bardzo wyraźnie, że sektor nie ma dziś problemu z brakiem tematów, pomysłów czy ludzi dostrzegających realne problemy rynku. Główna trudność pojawia się gdzie indziej: w przejściu od sensownej idei do wdrożenia, a od wdrożenia do skalowalnej wartości.
Operacyjna przewaga nie buduje się sama
W branży często zakłada się, że skoro region jest silny operacyjnie, to z czasem musi też wykształcić równie silną pozycję technologiczną. W praktyce ten mechanizm nie działa automatycznie.
Europa Środkowo-Wschodnia ma doświadczenie, zasoby ludzkie i znaczenie gospodarcze, ale nadal zbyt rzadko buduje własne rozwiązania o skali wykraczającej poza lokalne wdrożenia. Zbyt mało projektów przechodzi drogę od dobrze rozpoznanego problemu do produktu, który można powielać, integrować i rozwijać na większą skalę.
To właśnie było jednym z najciekawszych obserwacji po pierwszej edycji MobiScale. Projekty pojawiające się w programie dotykały realnych i dobrze znanych problemów branży: pracy ręcznej, chaosu dokumentowego, słabego przepływu informacji, nieefektywności back-office, trudności planistycznych czy niskiej przewidywalności procesów. Problem nie polegał więc na braku trafnych tematów. Problem polegał na tym, że niemal każde rozwiązanie bardzo szybko zderzało się z tym samym pytaniem: czy rynek jest dziś gotowy, żeby je wdrożyć w sposób bezpieczny, szybki i opłacalny?
Branży nie blokuje brak świadomości. Blokuje ją struktura
W debacie o innowacjach w logistyce za długo dominowało uproszczenie, że branża „nie jest gotowa”, „nie rozumie technologii” albo „nie chce się zmieniać”. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej złożona.
Najważniejszą barierą nie jest dziś sama świadomość potrzeby zmian, ale struktura rynku. TSL w regionie działa na niskich marżach, jest silnie rozdrobniony, a wiele firm ma ograniczony CAPEX, ograniczone zasoby wewnętrzne i niski poziom tolerancji na koszt błędu. W takich warunkach technologia nie jest oceniana przede wszystkim pod kątem atrakcyjności czy nowości, ale pod kątem wdrażalności.
To zasadniczo zmienia reguły gry. Nie wygrywa rozwiązanie, które najlepiej wygląda w prezentacji, ale to, które najlepiej rozumie operacyjne realia klienta: jego procesy, ograniczenia, rytm decyzyjny i poziom ryzyka, jaki jest gotów zaakceptować.
To ważna lekcja również dla startupów i młodych zespołów technologicznych. W logistyce i transporcie przewagę buduje się nie przez opowiedzenie największej wizji transformacji, ale przez bardzo dobre zrozumienie, gdzie dokładnie technologia może zdjąć realny koszt, skrócić czas decyzji albo uporządkować powtarzalny proces.
Najtrudniejszy etap zaczyna się po zidentyfikowaniu problemu
Z punktu widzenia pracy nad nowymi rozwiązaniami to właśnie przejście od problemu do wdrożenia okazuje się najtrudniejszym momentem.
W praktyce oznacza to konieczność wykonania pracy, która jest dużo mniej widowiskowa niż sam pitch czy prezentacja końcowa. Trzeba dobrze nazwać problem, zrozumieć, kto rzeczywiście go odczuwa, jak często występuje, ile kosztuje organizację i jak firmy radzą sobie z nim dziś. Trzeba też odpowiedzieć na pytanie, czy proponowane rozwiązanie da się wdrożyć w środowisku, które już działa pod presją czasu, kosztów i bieżącej operacji.
Właśnie na tym etapie odpada najwięcej projektów. Nie dlatego, że są nietrafione intelektualnie, ale dlatego, że są zbyt szerokie, zbyt wcześnie technologiczne albo zbyt słabo osadzone w konkretnej decyzji operacyjnej po stronie klienta.
Dlatego takie inicjatywy jak MobiScale mają sens tylko wtedy, gdy nie kończą się na samej inspiracji czy widoczności projektów. Ich rolą powinno być raczej tworzenie warunków do lepszego przepracowania tego momentu przejścia: od intuicji do use case’u, od use case’u do MVP, od MVP do pierwszego sensownego modelu wejścia do organizacji.
W TSL bardziej liczy się punkt wejścia niż wielka narracja o transformacji
Jednym z najmocniejszych wniosków z raportu jest to, że najbardziej racjonalna ścieżka rozwoju MobilityTech w CEE nie zaczyna się od najbardziej spektakularnych projektów, ale od tych obszarów, w których zwrot można policzyć, a wdrożenie da się wystandaryzować.
To oznacza koncentrację na automatyzacji mikroprocesów, porządkowaniu back-office, poprawie przepływu danych, wykorzystaniu AI w jasno zdefiniowanych procesach operacyjnych oraz redukcji ręcznej pracy tam, gdzie rzeczywiście generuje ona koszt i chaos.
To również bardzo dobrze pokrywa się z praktyką pracy z projektami w MobiScale. Najciekawsze rozwiązania nie próbowały „zmienić całej branży”, tylko brały na warsztat konkretny fragment operacji i potrafiły wyjaśnić, dlaczego uporządkowanie właśnie tego obszaru ma dla klienta sens biznesowy.
W obecnych realiach rynku to ważna zmiana myślenia. TSL nie potrzebuje dziś przede wszystkim wielkich deklaracji o transformacji. Potrzebuje dobrze dobranych punktów wejścia, które dają szybki, mierzalny efekt i obniżają ryzyko wdrożeniowe.
Bez lepszych pilotaży region dalej będzie się blokował
Jeśli z raportu i obserwacji rynkowych płynie jeden bardzo praktyczny wniosek, to taki, że region potrzebuje dziś lepszej infrastruktury wdrożeń.
Zbyt wiele projektów wciąż zatrzymuje się na etapie prezentacji albo wchodzi do firm w sposób nieuporządkowany: bez jasno określonych warunków sukcesu, bez dobrze zaprojektowanego testu i bez sensownego podziału ryzyka między dostawcą rozwiązania a organizacją wdrażającą. To zniechęca obie strony. Firmy zaczynają traktować innowacje jak kosztowny eksperyment, a młode projekty szybko tracą tempo.
Jeżeli ten rynek ma dojrzewać, potrzebuje bardziej przewidywalnych i uporządkowanych modeli pilotażu. Potrzebuje krótszych cykli decyzyjnych, jasno opisanych KPI, większej gotowości do testowania technologii w formule kontrolowanego ryzyka oraz większej liczby środowisk, w których takie testy można prowadzić bez paraliżowania operacji.
Bez tego CEE będzie nadal pełne dobrych rozmów o innowacji, ale będzie miało zbyt mało powtarzalnych wdrożeń.
Sam kapitał nie wystarczy. Potrzebny jest system
To prowadzi do szerszego wniosku. Deficytu technologicznego regionu nie da się zasypać wyłącznie większą liczbą startupów ani nawet większą ilością finansowania.
Jeżeli Europa Środkowo-Wschodnia ma zacząć przechwytywać większą wartość technologiczną w logistyce i mobility, potrzebuje systemu, który usuwa najważniejsze bariery wzrostu. Oznacza to lepszy dostęp do środowisk pilotażowych, większą interoperacyjność danych, więcej kompetencji integracyjnych, więcej partnerstw między operatorami a dostawcami technologii oraz silniejszy pomost między projektami a kanałami wdrożeń enterprise.
Bez tego najlepsze zespoły nadal będą wpadać w jedną z dwóch pułapek: albo pozostaną zamknięte w modelu rozwiązania „pod jednego klienta”, albo wraz ze wzrostem będą zmuszone relokować się do bardziej dojrzałych ekosystemów.
To jeden z powodów, dla których MobiScale nie powinien być postrzegany wyłącznie jako pojedynczy program. W bardziej strategicznym ujęciu to raczej element szerszej infrastruktury rynku, próba stworzenia miejsca, w którym problemy branży spotykają się z technologią, walidacją i realnym kontekstem wdrożeniowym.
Druga edycja jako test większej dojrzałości
Jeżeli pierwsza edycja była testem, czy dla takiej inicjatywy w ogóle istnieje miejsce, to druga powinna być testem większej precyzji.
Oznacza to lepszą selekcję projektów, jeszcze silniejsze osadzenie programu w logice realnych problemów branży, większy nacisk na gotowość wdrożeniową i bliższą współpracę z partnerami, którzy mogą być dla młodych rozwiązań rzeczywistym środowiskiem testowym.
Bo dziś sektor TSL nie potrzebuje kolejnej sceny do mówienia o innowacji. Potrzebuje miejsc, które pomagają przejść od diagnozy problemu do produktu, od produktu do pilotażu i od pilotażu do skalowalnej wartości.
Od siły operacyjnej do sprawczości technologicznej
Najciekawsze pytanie dla regionu nie brzmi dziś, czy logistyka i transport będą się technologicznie zmieniać. To jest przesądzone. Pytanie brzmi, kto będzie właścicielem tej zmiany.
Czy CEE pozostanie świetnym zapleczem operacyjnym Europy, obsługującym wzrost innych ekosystemów? Czy zacznie budować własne produkty, własne standardy wdrożeniowe i własne mechanizmy przechwytywania wartości technologicznej?
Potencjał regionu jest realny. Ale żeby częściej kończył się wdrożeniem, skalowaniem i trwałą przewagą, potrzebne są lepsze warunki wzrostu, nie tylko większa liczba pomysłów.
Pełne dane, scenariusze rozwoju sektora i rekomendacje dla rynku opisano w raporcie „MobilityTech w CEE a inwestycje w innowacje”, dostępnym na stronie MobiScale:
https://bednarzventures-mobiscale.pl/mobilitytech-report-2026
Źródło: Bednarz Ventures
Zobacz również


